środa, 3 kwietnia 2013

nie wierzcie meteorologom :)

Plan był następujący:  z dniem 21 marca przychodzi do naszego pięknego nadwiślańskiego kraju wiosna. Wiecie- taki standard- ptaszki śpiewają, kwiatki kwitną, słonko świeci itd.  Taka wiosna jak z kiczowatej pocztówki wielkanocnej.  A z wiosną powracam i ja na gościnne łono blogosfery. 
W końcu nowa karta do aparatu się znalazła, fioletowa ściana zaistniała (żadne moje mieszkanie nie może bez niej istnieć:)), dni są coraz dłuższe, co jest równoznaczne ze sprzyjającymi okolicznościami do robienia zdjęć i nawet pojawiła się chęć powrotu. Tylko wiosna nie dopisuje. Ale stwierdziłam, że w ramach jej zaklinania będę nosić lekkie kurteczki (mamo! żartuję:)) i robić zdjęcia na blogaska. No więc jestem, i obiecuję, że następnym razem nie wspomnę słowem o pogodzie :).  

bluza-adidas, spodnie, top-h&m

sobota, 5 stycznia 2013

rodzina to podstawa

Uwielbiam dresy. Właściwie to nie wiem od kiedy zapałałam do nich tak wielkim uczuciem uwielbienia, ale jakiś czas temu postanowiłam, że koniecznie muszę kupić parę idealną- czyli grafitowe dresiki, nie za luźne, nie za wąskie. Udało się po kilku tygodniach poszukiwań (przyznam szczerze, że trwało to tyle, bo nie przykładałam się do nich zanadto:)) znaleźć takie w h&m na dziale bieliźnianym, homłerowym czy jak to się tam zwie. Najlepsze, że kosztowały tylko 39,90, więc od razu wiedziałam na co wydać bon, który dostałam od ziomeczka pod choinkę :).
Ku mojemu zdziwieniu, ja nosząca dresy nie spotkałam się ze zbyt wielka aprobatą rodziny.
 Gdy kilka dni temu  wybrałam się z mamą i siostrą na miasto, w pewnej bardzo ważnej sprawie, po powrocie do domu usłyszałam od siostry pogardliwe prychnięcie: "szafiarka...",
mama rzekła: " no dzisiaj to się faktycznie słabo ubrałaś, trochę mi było wstyd z tobą iść na miasto",
następnie babcia dodała swoje trzy grosze: "i jeszcze ta kieszeń urwana* przy kurtce- trochę jak lump wyglądasz...". Tylko Samotny Nawigator zza ciemnej szyby docenił mój nowy look:)).
Zawsze powtarzam, że wsparcie ze strony rodziny to rzecz najważniejsza !

*babcia się zlitowała i kieszeń doszyła :)




sobota, 29 grudnia 2012

zima zgubionych rękawiczek

Jest kilka rzeczy, które powtarzam od lat, i które im częściej sobie powtarzam, tym mocniej w nie wierzę .  Od zawsze twierdzę, że spotykam na swej drodze samych fajnych ludzi, i że nigdy nie choruję.
Z tym drugim bywa różnie, ale z ręką na sercu- poważniejsze choroby, trwające dłużej niż 2-3 dni zdarzyły mi się w ostatnich 10 latach może z 2 razy.
Niestety mam też tendencje do powtarzania kilku słów, które im częściej powtarzam, tym częściej stają się ciałem:). I tak jest np. z hasłem, że mam więcej szczęścia niż rozumu. Ale odkąd usłyszałam od pewnej bardzo mądrej osoby, że to bardzo źle tak mówić o sobie- walczę z tym i osiągam nawet pewne sukcesy w tej kwestii. Drugim zdaniem, którym sama siebie charakteryzuje jest to, że potrafię zgubić wszystko bez ruszania się z miejsca. I tak jest i tej zimy... Nie pamiętam ile rękawiczek już zgubiłam, na szczęście większość się odnalazła. Ale nie raz i nie dwa szłam w najgorszy mróz w jednej rękawiczce, drugą rękę chowając w kieszeni kurtki. Pod choinkę dostałam od kolegi rękawiczki do obsługi smartfona(genialny wynalazek-zaprawdę powiadam Wam!), i zamierzam ich pilnować jak oka w głowie. To jednak troszeczkę wstyd, żeby 27-letnia baba gubiła więcej rękawiczek niż 4-letni chłopczyk:).





czwartek, 6 grudnia 2012

dzień świra czyli momenty

Zapewne każdy kto mnie zna łatwo się domyśli, że świr w tytule nie jest użyty przypadkowo:).
Jeszcze kilka dni temu, ba! nawet wczoraj nie spodziewałam się, że cokolwiek w tym miejscu się pojawi. Ale wiecie jak to jest... gdy człowiek wstaje rano, za oknem  pada deszcz albo świeci słońce, w zlewie leży sterta niepozmywanych naczyń, dzień zapowiada się marnie- bo wizyta w Urzędzie skarbowym chyba nikogo nie cieszy, ale mimo to jest dobrze:). I ja tak własnie dziś miałam- wyprzedziłam budzik, budząc się o 10:05, otworzyłam oczy, i pierwsza  myśl jaka mi przyszła do głowy, tak kompletnie  znikąd i bez powodu, to nieodparta pewność, że od dziś w moim życiu  będzie wszystko jak należy... Bo przecież nie może być inaczej:). I nawet sterta brudnych naczyń w zlewie nie przeraziła mnie na tyle żeby wyprzeć te myśli z głowy.
Potem włączyłam nowa płytę Mariki, umówiłam się z siostrą i mamą, a  wybiegając z domu pomyślałam, że w sumie czemu nie zrobić fotek na blogaska:)? Fotki są, post jest, no a poza tym nieśmiało przyznaję, że  stęskniłam się za Wami :).
 Jest także wiara, że będzie jak w piosence Mariki "Momenty"-posłuchajcie koniecznie :)




środa, 19 września 2012

[sic!]

Miało być dzisiaj o czymś innym, ale na szczęście odwiedziłam bloga Rurzowej i natknęłam się na komentarz o tym, że ponoć rzeczona Rurzowa wygląda jak moja młodsza siostra.
No przepraszam bardzo! Jak to młodsza, ja się pytam? Rozumiem siostrę bliźniaczkę ale młodszą? Komentarz zapewne miał na celu z lekka urazić Olę, ale to chyba ja się poczułam bardziej urażona, bez kitu... :)






poniedziałek, 17 września 2012

że

Trochę nie ogarniam blogowej rzeczywistości. Rzadko ostatnio w niej bywam. Właściwie ograniczam swoją obecność do przejrzenia kilku ulubionych blogów z  listy obok. I jakoś dziwnie mi z tym dobrze:).
 Chociaż jeszcze kilka miesięcy temu wydawało mi się, że bez bloga żyć nie mogę. Ale z drugiej strony wydawało mi się, że nie mogę żyć bez o wiele większej ilości rzeczy .
A tu proszę- okazuje, że da się, i że wcale za wiele do szczęścia mi nie potrzeba. I chyba właśnie ta świadomość sprawiła, że tak rzadko tu bywam. Bo przyznaję bez bicia, że długie kolorowe kiecki wiszą w szafie i już trochę się zakurzyły od nienoszenia, kilogramy biżuterii także zmieniają swoją wagę... i właścicieli.
No ale stwierdziłam, że ze zwyczajnej przyzwoitości wypadałoby dać znać, że ten blog jeszcze nie umarł, bo chyba jeszcze nie umarł. Ale głowy za to nie daję, bo ostatnio nie mogę dać głowy za nic:).
I tak się waham od jakiegoś czasu czy dalej tutaj coś wrzucać, czy nie. Bo ani jakoś szczególnie fajnie ostatnio nie wyglądam (nie no dobra- ja zawsze wyglądam fajnie:)), ani nie jest tak kolorowo jak kiedyś.
 Ale w sumie przecież to miejsce miało być tylko "dokumentacją" tego jak wyglądam na co dzień.
 Bez większej ideologii, bez ściemy... no to niech będzie tylko i aż tym.




sobota, 11 sierpnia 2012

dresy kontra maxi dressy

Nie będę ściemniać-widok mnie w spodniach dresowych zszokował wczoraj wielu:). Nawet mojego męża, chociaż na jego obliczu widziałam raczej radość, walczącą z ogromnym zdziwieniem.  Chyba nie przypuszczał, że jego spodnie, które zaanektowałam jakiś czas temu, kiedykolwiek ujrzy publiczność szersza niż listonosz czy pani ze sklepu pod blokiem.
A jednak! Wyszłam "tak" do ludzi i już stwierdziłam, że maxi dressy niech  się schowają - dresy to dopiero wygodny strój! Na liście moich zakupów pojawiły się właśnie 2 pary spodni dresowych w różnych kolorach. Ale bez obaw- długie sukienki też są fajne i nadal je darzę szczerym uczuciem uwielbienia :).
Właściwie to miałam się dzisiaj skupić na mojej koszulce. Ale zapewne każdy kto kiedykolwiek miał warkocze/dredloki/corny /dredy czy inne plecionki, wie że pierwszym zadawanym na widok takiego osobnika pytaniem jest: "czy to się myje?"... No to moja koszulka jest odpowiedzią na te "wątpliwości":).

spodnie- ofensywa, buty- sequin shoes, okular- accesorize, 










środa, 8 sierpnia 2012

czystki szafowe

Lato jest fajne. To bez wątpienia moja ulubiona pora roku. Ale jak pewnie większość odetchnęłam z ulgą , gdy przyszło ochłodzenie. Tym bardziej, że ochłodzenie jest w tym przypadku mało odpowiednim słowem:). Ale o ile przyjemniej jeździ się rowerem przy dwudziestu kilku stopniach niż w 30 stopniowym upale. A to akurat ma dla mnie znaczenie ogromne, bo ostatnio rower jest moim głównym środkiem lokomocji.
Wielką zaletą tej "zniżki" pogodowej jest to, że jakoś łatwiej mi się ubrać przy takiej pogodzie. Mogę założyć zarowno długą sukienkę,  jak i dlugie spodnie i oba te wybory będą ok. Już mi się trochę zatęskniło do spodni, bo ile można w sukienkach chodzić:)?
Ostatnio w szale wyprzedaży allegrowych wpadłam na pomysł  mocnego uszczuplenia zawartości swojej szafy z długimi sukienkami. Niestety na dzień dzisiejszy chyba nie potrafię żyć bez ok. 30 egzemplarzy. Ale patrząc na tempo i łatwość z jaką pozbywam się nienoszonych ciuchów, myślę, że to tylko kwestia czasu aż dobiję do 20 tych naj, a resztę puszczę w świat. Póki co dojrzewam do tej decyzji nosząc spodnie.


bluzka- nershka %, buty- gdzies w necie:), spodnie- stradivarius, kolczyki-allegro, okulary- brylove.pl 






wtorek, 7 sierpnia 2012

starość nie radość:)

Starzeję się chyba, bo już nie mogę znieść dredloków na swej głowie dłużej niż kilka dni.
Obecnie pisząc tego posta znowu mam je na głowie, ale zapewne za kilka dni ponownie wylądują w pudełku na szafie.
Nie sądziłam, że ta chwila sie wydarzy, ale nawet zaczynam akceptować swoje włosy. Oczywiście nadal szkoda mi czasu na wszelkie zabiegi typu codzienne mycie, suszenie, układanie, tonerowanie itp., ale wykonuje je z coraz mniejszą niechęcią. Niechby tylko ktoś wymyślił sposób na trwały różowy/czerwony/rudy kolor włosow to moje koty świadkiem- dredy sprzedam czym prędzej:).
ps. a tutaj cały czas moje aukcje allegro:)



już od dawna (prawie) skończony, ale jakoś nie było okazji do pokazania tyłu:)))

piątek, 3 sierpnia 2012

trzeba mieć plecy...:)

To chyba najbardziej problematyczna sukienka w mojej szafie. Ale ma taki piękny tył, że nie mogłam jej nie kupić:).
Wypadałoby jednak przymierzać ciuchy przed zakupem, nawet przecenione ciuchy... W domu okazało się, że sukienka jest fajna, owszem, ale chyba dla kogoś z 5 razy większym biustem i dużo niżej położonym niż mój:). Pierwsze co zrobiłam po przymiarce, to napisanie wiadomości do Agnieszki, która już wcześniej rozpracowała tę sukienkę. Nie słuchałam jej jednak zbyt dokładnie,bo skróciłam tylko białą część i teraz widzę, że czeka mnie jeszcze jedna przeróbka żeby kiecka leżała idealnie.
 Nic to- zrobi się, a plecy ma mega fajne tak czy siak:).








LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Obserwatorzy